czwartek, 11 lipca 2013

Rozdział 45 " Oczywiście!, dla ciebie wszystko! "

♥ ~ 2 miesiące później... ~ ♥

W końcu wróciliśmy do normalnego życia, wiedzieliśmy że to co się stało już się nie odwróci. Zaczęliśmy już normalnie funkcjonować, lecz nadal mieliśmy oboje pustkę w sercu. Jak na razie odpuściłem sobie treningi, nie dał bym rady. Wracam do nich dopiero za tydzień. Lisa poprosiła mnie, czy moglibyśmy się przeprowadzić. Zgodziłem się, ciężko było mi zostawiać ten dom, ale sam uznałem, że jest w nim za dużo wspomnień. Od samego rana szukałem różnych ofert dotyczących kupna domu. Siedziałem tak przed laptopem w kuchni pijąc kawę. Nina spała sobie smacznie w swoim pokoju. W końcu zeszła do mnie Lisa, wzięła sobie kubek i nalała sobie do niego kawy.
- I co masz coś?
- No mam, ale nie wiem czy ci się spodoba. - odwróciłem do niej laptopa i wziąłem łyka kawy
- Mario żartujesz?
- Nie dlaczego?
- Przecież on jest ogromny, i drogi...
- Skarbie, cena nie gra roli. A taki ogromny to aż nie jest. Tylko 100 metrów więcej od tego
- No nie wiem...
- Oj pojedziemy go zobaczyć, i zadecydujemy co?
- Dobra - pocałowała mnie w policzek
- No to zbieraj się - wyszczerzyłem się
- Ale, że co? już? o 9 rano?
- A faktycznie to po obiedzie?
- Wtedy będzie najlepiej - uśmiechnęła się lekko
Zadzwoniłem jeszcze do tego pana co sprzedawał ten dom, umówiłem się z nim na 13. Później poszedłem do małej, nakarmiłem ją i przebrałem.

♥ ~ Lisa ~ ♥

Udało się nam jakoś wrócić do normalnego życia, dostaliśmy dużo wsparcia od rodziców i przyjaciół. Marco dostał 27 lat wyroku, lecz okazało się, że był psychicznie chory i popełnił samobójstwo. Własnie kończyliśmy jeść obiad, dochodziła godzina 11.40 . Postanowiliśmy wyjechać już ponieważ mieliśmy do tego mężczyzny, który sprzedawał ten dom trochę drogi. Na miejscu byliśmy już o 12.30. Właściciel na szczęście już był. Ale zdziwiło mnie to, że dał Mario klucze i od razu sobie pojechał. Stanęłam przed ogromnym budynkiem z małą na rękach. Nie powiem był przepiękny.
- Witajcie w naszym nowiutkim domku - zaśmiał się i objął mnie w pasie
- Mario! przecież mieliśmy razem zadecydować - udałam obrażoną
- Co nie podoba ci się, przecież mówiłaś, że jest piękny.
- Jest przepiękny, ale..
- Ha i tu nie ma żadnego ale kochanie! - pocałował mnie w policzek - chodźcie do środka.
Wnętrze było świetnie urządzone. Skromnie, ale również nowocześnie. Bardzo mi się spodobało. Usiedliśmy razem na kanapie, nadal nie wierzyłam, że Mario go kupił.
- Głupek - zaśmiałam się
- Tak wiem myszko, ale tylko twój - uśmiechnął się - teraz czeka nas przeprowadzka i zaczynamy nowe życie co powiecie?
- Tak, chyba tak - przytuliłam się do niego.
Niedługo później byliśmy już w domu...
______________________________________
Nudy!, nudy!, nudy!, nudy! Przepraszam!
Zrobiłam z Marco psychola -,- wszystko się popieprzyło ;c

środa, 10 lipca 2013

Rozdział 44 " Wynoś się stąd! "

Dziś był ten najgorszy dzień w życiu dla mnie jak i Lisy. Pogrzeb naszego syna, oboje byliśmy nieobecni, nie wiedzieliśmy co robić. Cała drużyna, sztab szkoleniowy wspierał nas wtedy. Wszyscy ubrani na czarno staliśmy w świątyni i słuchaliśmy słów wypowiadanych przez księdza. Lisa cały czas płakała, tak jak i po moich policzkach spływały łzy. Wszyscy ludzie, którzy przybyli na pogrzeb szli razem z nami za trumną na cmentarz. Tam ksiądz odprawił resztę mszy. W końcu jego trumna poszła w dół. Nie wytrzymałem, poryczałem się jak małe dziecko, nie mogłem się opanować. Ludzie poskładali kwiaty na jego grobie i pomału się rozchodzili. Nagle ujrzałem tego wstrętnego dupka. Po cholerę on tutaj przyszedł. Uśmiechał się głupio do innych i podszedł złożyć małą różyczkę.
- Ty masz jeszcze czelność tutaj przychodzić! - krzyknąłem z emocji
- Ależ o co ci chodzi kochany przyjacielu?
- Zabiłeś mojego syna! Wynoś się stąd! - rzuciłem się na niego
W ostatnim momencie powstrzymał mnie Kevin. A Mats zadzwonił w tym czasie na policję.
- Że ci nie wstyd gnoju! - powiedział Grosskreutz - Zabiłeś im syna, i jeszcze miałeś czelność tutaj przyjść
- Zabiłem, no ba - zakpił - To miało tak być, miałeś jeszcze zginąć ty! - wskazał na mnie - wtedy miałbym cię Lisa dla siebie
- Mario! - dziewczyna wtuliła się we mnie
- Spokojnie kochanie! - przytuliłem ją
Matsowi na pomoc przyszedł Roman i oboje trzymali go do przyjazdu policji. Po pięciu minutach funkcjonariusze przyjechali, założyli mu kajdanki i zabrali do aresztu. Felix razem z An oraz Leo zawieźli nas do domu. Oboje z żoną zostaliśmy pod opieką Leonarda.

♥ ~ Lisa ~ ♥

Nie miałam na nic sił, w nocy śniły mi się koszmary, nie spałam pół nocy. Bałam się przebywać w naszym domu, wszystko przypominało mi synka. W każdym kącie widziałam jego twarz, jego uśmiech. Słyszałm wszędzie jego głos. Postanowiłam o tym powiedzieć Mario, chciałam jak najszybciej się z niego wyprowadzić. Ten dom był wspaniały, ale wspomnienia były dla mnie masakrą akurat w tym momencie ....
____________________________________________
Dziś taki krótki, ponieważ jestem znów w szpitalu i nie mam humoru -,- .


poniedziałek, 8 lipca 2013

Rozdział 43 " Dziękujemy panu, to ważna informacja"

Ze mną wszystko było już w porządku, dziś wypuszczali mnie do domu. Lecz z Nico było słabo. Mały nadal walczył o życie, chociaż, że lekarze mówili, że wszystko będzie w porządku pomylili się. Podobno ciężko przeszedł noc, martwiłem się o niego nie chciałem go stracić, był to mój jedyny syn. Chłopaki wspierali mnie i Lisę, oni też kochali małego. Wypis dopiero miałem dostać pod wieczór, około południa przyjechali do mnie policjanci.
- Witamy
- Dzień dobry
- No to mamy dla pana kilka pytań
- Dobrze...
- Czy pamięta pan co się stało tamtego dnia?
- Wie pan wracałem z synkiem z treningu. Gdy nagle czarny mercedes wjechał w nas z bardzo dużą prędkością, a później uderzyliśmy w jeszcze jeden samochód, dalej to obudziłem się już w szpitalu
- Mówi pan, że czarny mercedes, może pamięta pan numery rejestracyjne?
- Nie nie pamiętam
- A może widział pan twarz kierowcy?
- Wie pan... - za jąkałem się - Znam to auto, kierowcę również.
- To może nam pan powiedzieć kto to?
- To był... to był - nie mogłem wykrztusić słów - To był Marco Reus
- Czyli dobrze podejrzewaliśmy widzisz Jonas - zwrócił się do kolegi
- Miałeś rację Hans, trzeba jak najszybciej wysłać list gończy - powiedział - Dziękujemy pany, to ważna informacja. Życzymy dużo zdrowia dla pana jak i syna, żeby wyszedł z tego cało.
- Dziękuje..
Przez ten wczorajszy wieczór analizowałem jak to mogło się stać, że mój przyjaciel chciał nas zabić. Może wtedy miałby Lisę dla siebie.
 - Mario Idioto skończ tak myśleć!! -
W końcu lekarz przyniósł mi wypis i mogłem pójść zobaczyć do syna. Widok ten mnie przraził, lekarze i pielęgniarki w białych kitlach okrążyły go dookoła, jeden dźwięk, jedna chwila. Już wiedziałem, mój syn nie żyje. Z oczu poleciał mi strumień łez, nie mogłem ich opanować, opadłem na ziemię i zacząłem beczeć. Lisa niedługo po tym przyjechała do szpitala, gdy się dowiedziała była cała roztrzęsiona, zalana łzami. Oboje nie mogliśmy uwierzyć, że straciliśmy naszego małego kochanego syna. Felix odwiózł nas do domu i razem z An zostali z nami. Wiedzieli, że sami nie damy sobie rady...

♥ ~ Lisa ~ ♥

Nie!, Nie!, Nie!. Nie mogłam w to uwierzyć, przecież lekarz mówił, że wszystko będzie dobrze, że Nicolas będzie żył. Leżałam na łóżku i beczałam, nie mogłam się opanować, cała się trzęsłam. Mario leżał obok mnie i mocno tulił do siebie, głaszcząc mnie po głowie, lecz wiedziałam, że jemu też łzy ciekną po policzkach. Na szczęście mieliśmy przyjaciół, którzy wspierali nas cały czas. An z Felixem zajęli się Niną. Ja nie miałam do tego siły, ani głowy. Moje ręce całe drżały, mogłabym jeszcze ją upuścić, lub coś gorszego. Moje myśli ogarniały tylko wspomnienia, mój mały ukochany brzdąc, który zawsze był uśmiechnięty, szczęśliwy. Zawsze potrafił mnie rozweselić. Moje serce ogarniała pustka, cholerna pustka, której chyba nikt nie zapełni. Nico zawsze będzie w moim serduszku, zawsze będę kochać mojego bąbla. Mimo tego że nie ma go już z nami...
_________________________________________
Wydarzenia takie, ponieważ jak ma się doła to same wiecie ; c . Czekam na waszą krytykę.

niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 42 " Jest w bardzo ciężkim stanie... "

Jechał z ogromną prędkością, wjechał w nas prosto, uderzyliśmy w jeszcze jeden samochód. Momentalnie straciłem przytomność, obudziłem się dopiero w szpitalu. Cały byłem podłączony do różnych kabelków. Przykryty byłem białą kołdrą. Obok mnie siedział mój brat. A za oknami widziałem rozmawiających z moją zoną funkcjonariuszy policji.
- Felix - powiedziałem zachrypniętym głosem - Co z Nico?
- Jest w bardzo ciężkim stanie, walczą o jego życie
- Tylko nie to, wszystko moja wina - do moich oczu cisnęły się łzy
- Cicho stary, mały wyjdzie z tego zobaczysz. To nie twoja wina! On jest młodym, dzielnym chłopcem. Da radę! - chwycił moją dłoń
- Mam nadzieję...
- Wiesz w ogóle co się stało?
- Wiem, że... - nie dokończyłem ponieważ do sali weszli policjanci
- Witamy, mamy do pana pytanie, jest pan na siłach by złożyć zeznania czy raczej nie?
- A mogli by panowie przyjść jutro?, brat jest osłabiony, musi odpoczywać.
- Dobrze. To będziemy jutro do zobaczenia.
- Lisa jest z małym?
- Tak, An opiekuje się małą. Widzę stary, że jesteś zmęczony, prześpij się stary, dobrze ci zrobi.
- Dobra, dzięki brachu za wszystko!
- Wiesz, że zawsze możesz na nas liczyć - uśmiechnął się i wyszedł
Zamknąłem oczy i momentalnie odpłynąłem do krainy Morfeusza...

♥ ~ Lisa ~ ♥

Gdy zadzwoniła do mnie policja od razu pojechałam do szpitala. Felix i An byli już na miejscu, poinformowali mnie o stanie Mario jak i Nicolasa. Cholernie się bałam o mojego syna i męża. Małego operują już od dwóch godzin. Jest w bardzo ciężkim stanie i walczą o jego życie. Beczałam, nie mogłam się opanować. Nie chciałam stracić żadnego z nich. Felix poinformował mnie, że mój mąż się obudził. Ulżyło mi trochę, lecz nadal bałam się o małego. Anka wzięła ode mnie Niną i pojechała z nią do swojego domu. Obiecała, że się nią zaopiekuje. W szpitalu zostałam tylko ja i Felix. Siedziałam i płakałam w jego ramionach. W końcu z sali operacyjnej wyszedł lekarz. Przerażona wstałam z miejsca i podeszłam do niego.
- Pani jest mamą ?
- Tak, panie doktorze co z nim?
- Mały przeszedł bardzo trudną operację, ale dzielnie. Walczył razem z nami i udało się. Niestety może poleżeć jakiś tydzień w śpiączce. Później będzie czekała go bardzo ciężka rehabilitacja by znów mógł chodzić. Ale jak na tak młodego, i dzielnego chłopca na pewno sobie poradzi - uśmiechnął się
- Dziękuję!
- I co z nim ? - Felix podszedł do mnie
- Będzie dobrze - wtuliłam się w niego
- Mówiłem ci kochana! - przytulił mnie mocno
- Felix ja pójdę do Mario, dzięki ci za wszystko! - uśmiechnęłam się
- Nie ma sprawy, jesteś żoną mojego brata i moją ukochaną przyjaciółką, pamiętaj, że zawsze ci pomogę mimo wszystkiego!
- Jesteś kochany, Hej - pocałowałam go w policzek i przytuliłam na pożegnanie.
- No cześć - uśmiechnął się
Weszłam do sali w której leżał Mario, usiadłam obok łóżka i zaczęłam płakać, znów nas to spotyka. Już wszystko się układało i nagle musiało się spieprzyć....
________________________________
Czekam na waszą krytykę :d . Dziękuje wam za ponad 5000 wyświetleń, nie wiedziałam, że komuś podobają się te bzdury :p

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 41 " Mogę iść z tatą ? "

Gdzie spotkaliśmy Reusa, akurat jego. Żadne z nas nie chciało go wtedy widzieć.
- Mario! Lisa! Czekajcie! - krzyknął w naszą stronę.
- Czego ty znów chcesz?! - odezwałam się.
- Chciałem was przeprosić!, zwłaszcza ciebie - wskazał na mnie
- Chłopie, czasu nie cofniesz, naszej przyjaźni też nie zrozum to. Ufałem ci, chciałem byś zaopiekował się moją rodziną, a ty robisz takie coś daruj sobie.
- Ale..
- Reus nie ma żadnego ale!. Nie odzyskasz naszej przyjaźni. Ani mojej ani Mario. Gdyby Mario mi nie wybaczył zniszczyłbyś mój cały świat. Miałam szczęście, że mnie zrozumiał. Idź już proszę cię!
- Przepraszam! - rzucił ze spuszczoną głową i odszedł.
- Mamo, dlaczego wujek Marco był smutny?
- Syneczku nie zrozumiesz tego, to są sprawy dla dorosłych
- No dobrze... pójdziemy na lody?
- Jasne synku! - uśmiechnął się Mario.
Całą rodziną poszliśmy do pobliskiej lodziarni. Nina była jeszcze za mała więc tylko my we trójkę jedliśmy. Po spacerze wróciliśmy do domu, Było już dość późno, więc Mario poszedł z małym do jego pokoju, a ja udałam się z Niną by ją wykąpać, nakarmić i położyć do spania. W końcu mi się udało, mała zasnęła. Podreptałam do łazienki, wzięłam relaksacyjną kąpiel i położyłam się do łóżka. Mario jeszcze nie było, na pewno czytał małemu bajkę. Oczy mocno mi się zamykały, nawet nie wiedziałam, kiedy zasnęłam.

♥ ~ Mario ~ ♥

Gdy przeczytałem Nicolasowi bajkę, poszedłem się wykąpać i spać. Następnego ranka wstałem jako pierwszy. Chciałem zrobić Lisie śniadanie do łóżka, lecz nie udało mi się. Ponieważ dziesięć minut później moja ukochana zeszła do kuchni.
- Co tam porabiasz? - przytuliła się do mnie.
- Chciałem ci zrobić niespodziankę, ale mi się nie udała - zrobiłem smutną minkę
- Oj przepraszam - pocałowała mnie namiętnie
- Wybaczam, wybaczam - zaśmiałem się pomiędzy pocałunkiem
- To co tam masz do jedzenia? - uśmiechnęła się - jestem głodna jak wilk
- Hmm, twoją ukochaną sałatkę, naleśniki i marmoladę. Zapraszam do stołu - uśmiechnąłem się i podałem talerze na stół.
- Mmmm pychotka - zaśmiała się i usiadła na krześle.
Posiłek zjedliśmy razem. Dzieci jeszcze spały. Zostawiliśmy trochę sałatki dla Nicolasa, ponieważ on też ją uwielbiał. Lisa poszła nakarmić małą i ogarnąć trochę dom. Gdy już nakarmiła Ninę poszedłem jej pomóc. Wziąłem córkę do salonu i bawiłem się z nią. Nico nadal spał. Około 11 w końcu się obudził. Ja zbierałem się pomału na trening.
- Cześć śpiochu, w kuchni masz śniadanie - uśmiechnąłem się
- Dzięki, a ty tato gdzie jedziesz?
- Na trening zaraz lecę
- Mogę iść z tatą? - zwrócił się do Lisy
- Jak ci pozwoli czemu nie?
- Mogę?
- Jasne, tylko zjedz śniadanie i idziemy
- Okey
Poczekałem chwilę na małego i pojechaliśmy. Chłopiec spokojnie sobie siedział na ławce rezerwowych. Po trzech godzinach wracaliśmy do domu. Nie przewidziałem tego co się mogło stać. Byliśmy jedno skrzyżowanie przed domem, gdy wjechał w nas znajomy dla mnie czarny mercedes...

_______________________________________________
Borze macie takie coś -,- . Przepraszam za to :d

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 40. " Ty gnoju! "

Około 15 byliśmy już w Dortmundzie. Do domu podwiózł mnie Piszczek, który jechał w moja stronę. Podziękowałem kumplowi za podwózkę i  wszedłem do domu. Na progu od razu zostałem przywitany przez syna, później poszedłem do kuchni w której urzędowała moja ukochana żona.
- Cześć kochanie - objąłem ją od tyłu i dałem buziaka w policzek
- Jejku Mario, przestraszyłeś mnie - odsunęła się ode mnie i uderzyła lekko w ramię.
- A to za co?
- za to że cię kocham głupolu - pocałowała mnie namiętnie
- Teraz ci nie popuszczę, opowiadaj co się dzieje?
- Mario, nie teraz proszę
- Lisa skarbie obiecałaś, więc słucham
- No dobrze... Ale obiecaj mi, jedno!
- hmm?
- Że po tym wszystkim mnie nie zostawisz
- Obiecuje, ale powiesz mi w końcu?
- Okey... - przeciągała - Gdy zostawiłeś nas pod opieką Reusa, on powiedział mi, że mnie kocha, chciał mnie pocałować raz, ale się odsunęłam, za drugim razem mi się nie udało. Odepchnęłam go i kazałam mu się wynosić. Przepraszam!
- Ty nie masz za co. Tak cię kocham, teraz idę coś załatwić, niedługo wrócę.
- Gdzie idziesz ?
- Do niego
- Nie zrób mu krzywdy!
- Nie obiecuje!
- Mario do cholery!
Nic więcej nie odpowiedziałem, wsiadłem w swój samochód i pojechałem do domu Marco. Zaparkowałem go na parkingu i udałem się do drzwi. Wszedłem do środka, Reus siedział na kanapie i pił kawę.
- Ty gnoju!, jak mogłeś!
- Ale Mario o co ci chodzi? - udawał zdziwionego
- O co mi chodzi, jak mogłeś pocałować moją żonę. Nigdy ci tego nie wybaczę rozumiesz, jesteś zwykłym sukinsynem! - mój prawy sierpowy wylądował na jego twarzy - a i jeszcze jedno, nie zbliżaj się do mojej rodziny!
Wyszedłem z jego posiadłości trzaskając drzwiami. Po piętnastu minutach byłem już w domu.

♥ ~ Lisa ~ ♥

Bałam się, miałam nadzieję, że Mario nic nie zrobił Marco. Nie chciałam, by miał jakiekolwiek konsekwencje za to. W końcu wrócił do domu. Przyszedł do mnie do kuchni, usiadł do stołu. Podałam mu obiadu, w końcu usiadłam na przeciw niego.
- Mario?
- Słucham?
- Co mu zrobiłeś?
- Dostał tylko w gębę.
- Tylko?!
- Mógł pomyśleć co robi, jesteś moją żoną. Nikt mi cię nie odbierze, zawsze będę o was walczył i bronił na każdym kroku.
- Słodki jesteś
- No wiem - wytknął mi język
- haha i skromny..
- heh ma się ten dar - poruszał brwiami i obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
Chwilę później, gdy już zjadł, włożyłam naczynia do zmywarki i całą rodziną wybraliśmy się na spacer. Gdzie spotkaliśmy...
_________________________________________
Przepraszam że taki krótki, ale jeszcze chcę nadrobić na pozostałych dwóch blogach. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie ;*

Liebster Award:

Dziękuje za nominację Sylwii Reus ;3

Pytania :

1. Jak się nazywasz?
2. Ile masz lat?
3. Gdzie mieszkasz?
4. Jaki jest twój ulubiony piłkarz?
5. Jaki jest twój ulubiony klub piłkarski?
6. Twój typ idealnego chłopaka?
7. Jakie masz zainteresowania?
8. Twoje cechy charakteru?
9. Jaki jest twój ulubiony blog?
10. Twój ulubiony kolor?
11. Czy mój blog nadaje się do czytania? O ile go czytasz. :)


No więc tak :D :
1. Jagoda Bajsert
2. 15
3. Kościan - Nielęgowo
4. Łukasz Piszczek, Mario Gotze, Dominik Furman
5. BVB, Legia Warszawa
6. Nie ma ideału ;3. Ważne żeby kochał i był przy mnie ;3
7. Jazda konna, Siatkówka, piłka nożna
8. Na pewno przyjacielska, miła, czasem agresywna xdd haha
9. Mam dużo 
10. Niebieski, czarny, żółty, fioletowy
11. Jest świetny ♥ ;*


Przepraszam, że nie zrobię nominacji, ale chcę jak najszybciej nadrobić rozdziały ;3.